Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

16.06.2017
piątek

Era grubasów?

16 czerwca 2017, piątek,

Niemal 800 milionów ludzi na świecie głoduje. Na drugim końcu skali mamy z kolei ponad dwa miliardy osób, które cierpią z powodu nadmiaru żywności, borykając się z problemami zdrowotnymi wynikającymi z nadwagi bądź otyłości.

Odwiecznym problemem człowieka, podobnie jak wielu innych gatunków zwierząt, było zdobywanie pożywienia i radzenie sobie z głodem. Utrwalone ewolucyjnie mechanizmy adaptacyjne sprawiają, że o wiele łatwiej przybierać nam na wadze, niż ją tracić.

Problem w tym, że żyjemy w erze półek sklepowych uginających się pod ciężarem jedzenia, którego zdobywanie nie wymaga od nas większego wysiłku, a które oferuje nam bogactwo cukrów prostych i tłuszczy nasyconych – składników, za których spożycie śródmózgowie chętnie nagradza nas dopaminą.

W takich warunkach pozornego dobrobytu nie dziwią ostatnie doniesienia szeroko zakrojonych badań opublikowanych na łamach „New England Journal of Medicine”. Aż 30 proc. ludności świata cierpi na nadwagę, a 10 proc. – w tym niemal 108 milionów dzieci i ponad 600 milionów dorosłych – jest otyła. Od 1980 r. częstość występowania otyłości podwoiła się w ponad 70 krajach. Co gorsza, w tym samym czasie w krajach takich jak Chiny, Brazylia czy Indonezja liczba otyłych dzieci uległa potrojeniu.

Myli się ten, kto sądzi, że problemy z nadmiarem kilogramów mają tylko bogaci ludzie, którzy pławią się w dobrobycie. W krajach rozwiniętych problem ten dotyczy równie często, jeśli nie częściej, osób biednych. Wysoko przetworzona, bogata w cukry proste i tłuszcze żywność jest po prostu bardzo tania i łatwo dostępna. W związku z tym nadwaga czy otyłość powszednieje, nie razi ani nie dziwi, a osoby z horrendalnie wysoką wartością wskaźnika BMI można spotkać w każdej warstwie społecznej czy grupie zawodowej. Z pewnością nie pomaga to w zrzuceniu nadmiaru kilogramów, co i tak z zasady nie jest już proste. Nasz organizm niejako przyzwyczaja się do życia z określoną wagą, a zatem wprowadzanie dramatycznych zmian (np. bardzo restrykcyjnej diety) może wywołać uruchomienie mechanizmów obronnych.

Nie znaczy to oczywiście, że prób zrzucenia zbędnych kilogramów należy zaniechać, niejako godząc się na konsekwencje bycia otyłym. Natomiast z pewnością nie warto wydawać pieniędzy na wymyślne diety cud czy środki odchudzające: herbatki lub suplementy diety. Te pierwsze często kończą się efektem yo-yo, a te drugie na ogół nie wykazują żadnych potwierdzonych klinicznie efektów działania. Na pewno warto ograniczyć lub zupełnie zrezygnować z pewnych produktów – jak wykazano niedawno, wegetarianizm może być znacznie skuteczniejszy w odchudzaniu niż konwencjonalne, niskokaloryczne diety.

Do zrzucenia wagi potrzeba konkretnych działań: racjonalnego ograniczania podaży kalorycznej sprzężonej ze wzrostem wysiłku fizycznego. Wymaga to konsekwencji, a ta z kolei odpowiedniej motywacji. Lepiej żeby nie była nią tylko nowa odsłona zdjęcia profilowego na Facebooku, a długoterminowy wpływ na zdrowie. Podwyższone BMI odpowiada za 4 miliony zgonów rocznie, z czego ponad dwie trzecie spowodowane są przez choroby układu sercowo-naczyniowego. Do konsekwencji zdrowotnych otyłości i nadwagi należy również cukrzyca typu II, powikłania neurologiczne (m.in. udar mózgu), problemy oddechowe (np. bezdech senny), choroba nowotworowa, zaburzenia płodności, choroby zwyrodnieniowe stawów i depresja.

Pośród dwudziestu najbardziej zaludnionych krajów świata największym odsetkiem otyłych dzieci i młodzieży, sięgającym niemal 13 proc., charakteryzują się Stany Zjednoczone, a liczba otyłych dorosłych przekracza tam 79 milionów. Liderem pod względem otyłości wśród dorosłych (35 proc.) jest z kolei Egipt, a w najmniejszym stopniu problem ten dotyka krajów takich jak Bangladesz czy Wietnam.

Odsetek osób otyłych i z nadwagą rośnie również w Polsce. W połowie lat 90. wynosił ponad 27 proc., w 2004 r. osiągnął prawie 30 proc., a obecnie przekracza 50 proc. Problemy z wagą dotykają też ponad 10 proc. polskich dzieci i młodzieży, zwiększając ryzyko występowania otyłości w wieku dorosłym. Tej niepokojącej sytuacji sprzyja nie tylko masa taniej, „śmieciowej”, skutecznie reklamowanej i rzucającej się w oczy żywności, ale siedząca praca, stres, nieregularne odżywanie i wszelkie „udogodnienia”, których rezultatem jest brak aktywności fizycznej.

Już od dłuższego czasu nie ma żadnych wątpliwości, że otyłość osiągnęła skalę epidemii. Według niektórych przewidywań może się ona przyczynić do obniżenia przeciętnej długości życia. Natomiast na pewno już teraz generuje ogromne koszty medyczne i jest źródłem ludzkich tragedii. Na zmiany w przemyśle żywnościowym nie ma co liczyć, bo ten na tanich, niskiej jakości produktach zarabia fortunę. Czy zatem w tej masie niepomyślnych informacji pozostaje jakakolwiek nadzieja dla tych, których dziś trapi nadmierna waga?

Owszem. Badanie szacujące ryzyko śmierci osób z różnym BMI na przestrzeni 14 lat wykazało, że osoby z nadwagą i otyłe mogą istotnie je zmniejszyć, wprowadzając do swojego życia przynajmniej jedno z czterech (a najlepiej wszystkie cztery) prozdrowotne zachowania:

1) jedzenie wystarczającej liczby warzyw i owoców
2) regularne ćwiczenie fizyczne trzy razy w tygodniu
3) niepalenie
4) spożywanie alkoholu w umiarkowanych ilościach.

Wprowadzenie wszystkich czterech zachowań na raz redukowało ryzyko zgonu u osób z nadmierną masą ciała do poziomu ryzyka obserwowanego u osób z prawidłowym BMI, również stosujących się do tych wszystkich zaleceń.

Ryzyko śmierci w grupach z różnym BMI w zależności od liczby podejmowanych pro-zdrowotnych zachowań (od 0 do 4; opis w tekście). Źródło: Matheson i inni. DOI: 10.3122/jabfm.2012.01.110164

Może więc zamiast podejmować dramatyczne próby schudnięcia za wszelką cenę, opłaca się zmodyfikować swój styl życia i przywrócić sobie kontrolę nad swoim zdrowiem? A zbędne kilogramy? Może pozbędziemy się ich wtedy niejako mimochodem? Powodzenia.

Piotr Rzymski

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Zdrowe jedzenie kosztuje. Cukier jest tani.

  2. Gdyby państwo karało surowo za masowe korzystanie z wszelakich E 1-1000 czyli uzdatniaczy i polepszaczy sądzę, że łatwiej nam wszystkim by się żyło.

    I nie dajmy się oszukać, że zdrowe jedzenie kosztuje – mnóstwo zarabiają pośrednicy a i też producenci pasztetówek gdzie mięso (oddzielone mechanicznie) jest na 20 pozycji… A jak się porozmawia z rolnikiem to jego dochód z kilograma żywca jest…

    Proszek do dania a później proszek na likwidację poczucia głodu gdy się danie z proszkiem je w ilości oszałamiającej …to jest nowa kultura jedzenia hipermarketowego..

  3. Cukier może być mniej tani jeśli się go opodatkuje (slodkie produkty). Koszty medyczne wygenerowane przez wyższe BMI będą niejako pokryte. Bo w uczciwość i misję medycyny, która leczy by wyleczyć już dawno, za sprawą godnych pożałowania jej przedstawicieli, nie wierzę. A zwłaszcza w szerzenie profilaktyki pierwotnej przez lekarzy grubasów.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @REP
    Łącznie z witaminą C? Glutamianem?

    Co ma do tego rolnik? Naprawdę dla konsumenta, którego nie stać na dobre jedzenie, nie ma znaczenia, gdzie idą jego pieniądze. Nie kupi bezpośrednio od rolnika.

    @Ania_S
    A jakich to pożałowania godnych przedstawicieli masz na myśli? Czy może masz jakieś dowody prócz swojej opinii?

  6. mpn, dowody to mają wiadome służby

  7. @Ania_S
    Tak, i reptilianie.

  8. Nie zrozumiałeś lub nie chcesz dostrzegać, trudno. A reptilianów serdecznie pozdrów.

  9. Wyszło z mody pokutowanie za chwilowe obżarstwo/nadjedzenie*, a choćby i cotygodniowym postem… wyszedł z mody wstyd, że się źle wygląda (będzie wygladało) na ulicy lub wśród bliskich, że się wyrządzi może szkodę, a i krzywdę cielesną pielęgniarce (słabo opłacanej), która się nami zajmie… będzie próbowała jakoś tam zająć…
    Wyszło z mody ćwiczenie siły woli i hartu ducha.

    Weszło w modę obwinianie wszystkiego i wszystkich tylko nie siebie.
    — A przecież tani olej rzepakowy i kilo mąki czy cukru (nb w Polsce wciąż nie aż tak tanie) oznacza, że w miesięcznym budżecie mamy więcej na ryby, owoce morza, ogórki, sałatę.
    Czytać o polepszaczach też umiemy – w razie malutkich liter na etykietach polecam lupę zawsze w portmonetce (praktykuję od lat).
    I pamiętajmy, że w-miarę-zdrowa wątroba „odfiltruje” wiele ewentualnego paskudztwa – tylko jej dać czas i w miarę proste posiłki.

    Generalnie wygrywa podejście: co JA SAMA mogę zrobić w danej sytuacji cywilizacyjno-podażowej. Tracąc czas na postulowanie, co INNI dla mnie koniecznie powinni – stracimy często bezpowrotnie wiele lat życia. Co nie znaczy, że nie polecam angażowania się w federacje konsumentów, pikiety, podpisywanie petycji, opisywanie zagrożeń, cudzych epidemii**, itp. Ktoś nam wywalczył podawanie składników, chemii, kaloryczności na etykietach, ale przemysł nie śpi…
    (Równie wiele osiągniemy doskonaląc swój repertuar prostych zdrowych przepisów kulinarnych, zajęć ruchowych na każdą kieszeń i możliwości czasowe, pogodnego podejścia do trudności i wyzwań.)

    _____
    *a, i jeszcze ten drobiazg – kalorie w alkoholach…
    ** jak opisywałam epidemię otyłości w UK, niemal półtorej dekady temu:
    https://basiaacappella1.wordpress.com/2008/08/04/obesity-2-the-people-and-their-habits/ <= plus kolejne notki

  10. PS, podczas całodziennej wycieczki dzikim płaskowyżem krasowym nie ma warunków ani czasu na nadjadanie! 😎
    Za to jakie wrażenia! —
    https://basiaacappella.wordpress.com/2017/06/20/muranska-planina/
    (Kilometrowy ekwiwalent – 45 co najmniej 🙂 )

  11. @a cappella
    Dziękujemy za wpis. Każdy jest kowalem swojego losu. Wystarczy dziś zmienić dietę i wyjść pobiegać. Tylko tyle i aż tyle.

  12. @Ania_S
    A co tu do zrozumienia? Masz internet, możesz sobie bezkarnie poobrażać, to korzystasz. Proste.

  13. @Przez żołądek do zdrowia,
    również dziękuję, że pod POLITYKĄ powstało takie miejsce!

    Każdy jest kowalem swojego losu.
    — Tak się jeszcze zastanawiałam, co każdy z nas mógłby zrobić bez większego (żadnego!) wysiłku dla losu innych, i przyszło mi do głowy…. hmmm, zreformatowanie na powrót języka i nawyków konwersacyjnych tak, by znów, jak kiedyś, niemożliwe było (przynajmniej w tak zwanych dobrych towarzystwach) rozmawianie o ofertach „za pięć funtów/złotych jedz ile zdołasz”, by w złym tonie i smaku znów się okazywały wyrażenia „najadłam się jak bączek, do wypęku, mdłości, już nie mogłam więcej, brzuch mnie rozbolał, objadałam się/ zajadałam się (czymś-tam)…”, itp.
    Mówią, że w tej dziedzinie (jak i w kilku innych 🙂 ) wszystko zaczyna się w głowie. Czyli – od pojęć, fraz, taboos także.

    Zeszły weekend spędziłam intensywnie na pięknym Podkarpaciu. Już w Łańcucie uderzyła nas niezwykła obfitość przybytków sprzedających lody i (mimo zimna, deszczu) wielka liczba ludzi jedzących ten „specjał” na ulicy. W tym małych ludzi, w wózkach też.

    [Kilkunastokilometrowy spacer w niedzielny poranek:
    https://basiaacappella.wordpress.com/2017/07/06/miec-kotka/ ]