Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Przez żołądek do zdrowia – blog dietetyczny - blog dietetyczny Przez żołądek do zdrowia – blog dietetyczny - blog dietetyczny Przez żołądek do zdrowia – blog dietetyczny - blog dietetyczny

1.08.2019
czwartek

Niemożliwy burger coraz bardziej możliwy

1 sierpnia 2019, czwartek,


Pamiętacie Niemożliwego Burgera od Impossible Foods? Bezmięsny, krwisty burger, który wygląda, skwierczy i smakuje jak wołowy. Właśnie zrobił kolejny ekspansywny krok na amerykańskim rynku: wchodzi do sprzedaży detalicznej. Czy zdoła przekroczyć granice oceanu?

O planach Impossible Foods pisałem parokrotnie. W skrócie: wywodząca się ze środowiska naukowego firma postawiła sobie za cel, by do 2035 r. wytworzyć i wprowadzić na rynek bezmięsne odpowiedniki każdego typu mięsa. W przeciwieństwie do obecnych na rynku roślinnych alternatyw nie mają one być jakimś tam kompromisem, ale spełniać wymagania osób jedzących mięso. Tak, celem nie są ci, którzy z niego już zrezygnowali, ale ci, którzy tego nigdy nie zrobią.

Cel bardzo ambitny, zadanie niezwykle trudne. Pierwszy sukces jednak już jest: Impossible Burger, o którym pisaliśmy wcześniej na blogu i na łamach Polityka.pl. Kluczowym jego składnikiem jest leghemoglobina – roślinna wersja hemoglobiny, produkowana w korzeniach roślin motylkowatych. Impossible Foods uzyskuje ją ze zmodyfikowanych genetycznie drożdży.

Zastosowanie inżynierii genetycznej sprawia, że cały proces jest prostszy, łatwiejszy w kontroli, bardziej przewidywalny i efektywny. Podobnie rzecz ma się z produkcją przyjmowanej przez cukrzyków insuliny. Ta dostępna dziś produkowana jest przez mikroorganizmy – bakterie i grzyby. Jest tańsza i bezpieczniejsza niż podawana wcześniej insulina wieprzowa, która z uwagi na niewielką różnicę w stosunku do insuliny ludzkiej (jednego aminokwasu) wykazywała niepożądane działanie alergenne i immunogenne.

Impossible Burger jest już na rynku. Zadebiutował w połowie 2016 r. w restauracji Momofuku Nishi w Nowym Jorku. Dziś można go skosztować m.in. na pokładzie samolotów linii New Zealand Airline, w wybranych restauracjach w Hongkongu, Makau, Singapurze, a także w licznych amerykańskich food-truckach, bistro i sieciach fastfoodowych Red Robin i Whitle Castle.

W kwietniu 2019 r. zadebiutował jako Impossible Whopper także w lokalach Burger Kinga w stanie St. Louis w cenie tylko o dolara wyższej niż jego tradycyjny odpowiednik. Po sukcesie, jaki tam odniósł, sieć ogłosiła, że do końca tego roku rozszerzy jego dostępność na wszystkie 7300 lokali w USA. To tylko pokazuje, jaki potencjał drzemie w Impossible Burgerze.

To właśnie sieciowe restauracje fastfoodowe, miejsca, w których masowo jada się wołowinę, stanowią główny cel podboju rynku przez Impossible Burgera. Oczywiście można by długo perorować o szkodliwości fast foodów, ale bądźmy realistami – są i będą, a ludzie będą w nich masowo jadać „śmieciowe” jedzenie.

Rzecz jasna, Impossible Burger nie wyprze burgerów wołowych z menu tych restauracji, ale dla mięsożerców stanowi nieporównywalnie lepszą alternatywę niż typowe wegeburgery (np. Halloumi King w polskim Burger Kingu), które adresowane są raczej do tych, którzy z jedzenia mięsa już zrezygnowali. To raczej symbol pewnych zmian, które są możliwe nawet w tak konsumpcyjnym sektorze jak fast foody.

Produkcja tego burgera w istotnie mniejszym stopniu obciąża środowisko niż w przypadku wołowego odpowiednika: wymaga 95 proc. mniejszego areału ziemi, zużywa o 74 proc. mniej wody, emituje o 87 proc. mniej gazów cieplarnianych, nie wymaga stosowania antybiotyków, hormonów wzrostu i zabijania zwierząt. A skoro smakuje tak samo, to czemu go nie wybrać?

Burger to niejedyna możliwość wykorzystania produktu oferowanego przez Impossible Foods (Fot. Impossible Foods)

Impossible Foods to oczywiście niejedyna firma zainteresowana produkcją roślinnych alternatyw naśladujących mięso. Z roku na rok zainteresowanie ich produkcją i dystrybucją będzie rosło, bo potrafią zrobić na rynku prawdziwą furorę. Beyond Meat, główny rywal Impossible Foods, zdołał wprowadzić swojego Beyond Burgera do sprzedaży już w ponad 50 krajach. W odróżnieniu od „Niemożliwego” nie zawiera leghemoglobiny z drożdży GM, ale sok buraka z… buraka. Jakiś czas temu był dostępny w niemieckim Lidlu, a od pewnego czasu można go dostać również w wybranych polskich restauracjach i sklepach.

Sprzedaż detaliczna Beyond Burgera dawała mu dotychczas komercyjną przewagę nad Impossible Burgerem. Ten drugi dostępny był dotychczas wyłącznie w sprzedaży restauracyjnej. Dlaczego? Spożywanie zawartej w nim leghemoglobiny nie wiąże się z żadnym ryzykiem  – wykazano to na drodze testów toksykologicznych, a amerykańska Agencja Leków i Żywności (FDA) zaliczyła ją do grona substancji ogólnie uznanych za bezpieczne. Zastrzegła przy tym jednak, iż sprzedaż surowych produktów zawierających leghemoglobinę wymaga wpierw zarejestrowania jej jako… barwnik spożywczy.

Według przedstawicieli Impossible Foods, leghemoglobina w Impossible Burger przede wszystkim odpowiada za smak, ale niewykluczone, że w oferowanych w przyszłości na rynku produktach będzie wykorzystywana właśnie jako czerwony barwnik. W związku z tym w listopadzie zeszłego roku firma złożyła odpowiedni wniosek do FDA, który został właśnie pozytywnie rozpatrzony. Od września 2019 r. produkty zawierające leghemoglobinę będzie można wprowadzać do amerykańskich sklepów, o ile jej zawartość nie będzie przekraczać 0,8 proc.

Impossible Burger pewnym krokiem wchodzi więc w kolejny etap ekspansji. Jego producent podpisał także kontrakt z OSI Group, jednego z czołowych globalnych dostawców… mięsa. Od przyszłego miesiąca wspomoże on swoimi zakładami moce przerobowe zlokalizowanej w New Oakland fabryki należącej do Impossible Foods. Na ten moment współpraca z OSI Group ograniczać będzie się do USA, ale może ułatwi dalszą ekspansję burgera, w przyszłości również za ocean.

Należąca do Impossible Foods fabryka w New Oakland. Tu powstaje Impossible Burger. (Fot. Impossible Foods)

Jak zauważa Dennis Keefe z FDA, „jesteśmy pośrodku rewolucji w technologii produkcji żywności, która w przeciągu następnych 10 lat przyniesie więcej innowacji niż poprzednie pół wieku”. A pomysły Impossible Foods, w której trwają obecnie intensywne prace nad bezmięsnym tuńczykiem, to tylko jeden element tej rewolucji. Jednym z innych, który czeka już w zanadrzu, jest mięso in vitro.

Patrick Brown, założyciel Impossible Foods, powiedział niedawno na spotkaniu z amerykańskimi dziećmi następujące słowa: „Obiecuję, że do czasu, jak będziecie dorosłe, mięso nie będzie pochodzić od martwych zwierząt… Jeżeli będzie inaczej, to możecie mnie zbić”.

Byłoby wspaniale, gdyby w przyszłości nie oberwał. Nawet jednak jeśli się myli, to nie co do sedna. Nie jest kwestią dyskusyjną, czy będziemy systematycznie rezygnować z wykorzystywania zwierząt na rzecz wydajnej, przewidywalnej, bezpiecznej i etycznej produkcji mięsa i jego alternatyw. Pytanie brzmi: kiedy?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Kosmonauta Armstrong powiedziałby zapewne „Ta niewielka zmiana na talerzu – jest wielkim krokiem w ocaleniu Ziemi”.
    PS. Jadłem Beyond Burger – bardzo smaczny.

  2. @observer,

    myślę, że w niektórych dyskusjach o ochronie środowiska zbyt wiele miejsca poświęca się właśnie „ocaleniu Ziemi”, a za mało, ocaleniu środowiska, w którym człowiek jest w stanie funkcjonować. Skutkiem tego jest brak poczucia obowiązku do zmian, nierozumienie ich istotności czy wreszcie, umyślne bądź nie, wypaczanie ich sensu („zakazują czegoś, bo ważniejszy jest ślimaczek”; „środowisko jest dla nich ważniejsze od człowieka”).

    P.S. Neil był astronautą 😉

  3. Tak, to miałem na myśli. Ziemia jako planeta nie potrzebuje ratunku, zmienimy trochę procentowa zawartość minerałów, wyprodukujemy trochę badziewia ale nie zagrozi to jej istnieniu. Rujnujemy natomiast swoja niszę życiowa.
    W historii planety jesteśmy jedynie mikroskopijnym epizodem – zbyt skomplikowanym aby przetrwać.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Właśnie na Nowej Zelandii miałem okazję spróbować. To po prostu super-burger.
    Gdyby tak jeszcze mój kot i pies polubiły mógłbym omijać stoiska z mięsem.

  6. @ZWO, dzięki za relację.
    Czy dałbyś kotku mięso myszy wyhodowane in vitro? 😉

  7. P. Rzymski
    Mogę podesłać filmik z Chińczykiem, który z wielkim smakiem wyjada gniazdo małych myszy. Żywcem! Wszystko można.
    A problem kota to nawet nie ja wymyśliłem. Nawet najwięksi weganie nie są w stanie przekonać argumentatywnie kota i psa do przejścia na swoją dietę. Kończy się zwykle u rzeźnika.
    Ale podobno prace nad tym trwają. Gdzieś czytałem nawet cały artykuł o problemie.

  8. Smaczne nie znaczy zdrowe !
    W diecie człowieka winno dominować to, do czego nas natura ukształtowała.
    Moja kota łowi ( gryzonie, ptaki – nawet gołębia, krety ) ale swej zdobyczy nie konsumuje – preferuje gotową z puszki ale nie każdą a na suchą nie spojrzy.
    Natomiast zaskoczony jestem tym, iż psy mogą być weganami – z apetytem wsuwają kaszę z warzywami a na surowe mięso nie rzucają się z zapałem – może czują, że to mięso jest „gówniane”.
    Dzisiaj chyba wszystkie ogłosiły głodówką, bo od rana stoją pełne 3 miski z karmą z puszki.

  9. kaesjot, w fast-foodzie nikt nie dba o to, by było zdrowo, więc niech będzie chociaż z mniejszym obciążaniem dla środowiska.

  10. Piotr Rzymski- składając komuś życzenia zawsze zaczynamy od ZDROWIA bo to ono jest w życiu każdego z nas najważniejsze!
    I to jest CEL GŁÓWNY !
    Do sprawy trzeba podejść kompleksowo a nie selektywnie.
    Człowiek składa się z tego co zje i wypije no i jeszcze z tego co wdycha a 80% chorób jest pochodną tego, czym się żywimy.
    Może zamiast zastępować „naturalne” ( bo to z hodowli przemysłowych niewiele ma z nim wspólnego) mięso mięsem syntetycznym lepiej propagować ograniczanie spożycia mięsa i to do tego ze zwierząt hodowanych naturalnie.

  11. kaesjot, tak jak napisałeś – potrzebne są działania *systematyczne*. Oznacza to między innymi: ograniczanie konsumpcji mięsa, w szczególności mięsa czerwonego i przetworzonego (o czym również piszemy) i zmianę oblicza współczesnego rolnictwa pod względem generowanych kosztów środowiskowych. A to dlatego, że globalnie cały czas zwiększa się spożycie mięsa. Zwieksza się ono również w Polsce, mimo wzrostu popularności diet wegetariańskich.

    P.S. „Naturalna hodowla” to oksymoron.

  12. Piotr Rzymski – użyłem określenia „naturalna hodowla” celowo dla odróżnienia od „przemysłowej hodowli”.
    Sam się na takiej „naturalnej hodowli” wychowywałem – własne świnki, kury, kaczki karmione wyłącznie naturalnym pokarmem.
    Dzisiaj modna staje się permakultura obejmująca także hodowlę zwierząt.
    Żyją one niemalże jak w naturze tyle, że mają ograniczoną przestrzeń, by nie uciekły.
    Trudno wrócić dzisiaj do czasów hord wędrujących w poszukiwaniu pożywienia.